– Nie było możliwości wieloletniej obserwacji i dłuższych badań, jak to jest wymagane przy wprowadzaniu na rynek nowej szczepionki. Nie mogę więc mieć informacji na temat jej bezpieczeństwa i ewentualnych odległych skutków ubocznych – z prostego powodu – nie ma ich nikt na świecie – pisał na Facebooku, zanim skasowano mu post, dr Zbigniew Martyka.
To właśnie te odległe skutki uboczne, których badania potrwają jeszcze dwa lata, budzą największe wątpliwości. Wątpliwości, które wyraził nawet Ruud Dobber, członek zarządu AstraZeneca, która zapewniła sobie zwolnienie z odpowiedzialności.
– To wyjątkowa sytuacja, w której jako firma po prostu nie możemy ryzykować, jeśli za… cztery lata szczepionka wykaże skutki uboczne – powiedział Dobber.
Drugi producent Pfizer również został zwolniony z odpowiedzialności za szczepionkę wprowadzaną w Wielkiej Brytanii. Pfizer, z biurem w Wuhan, która ma na swoim koncie kilka gigantycznych odszkodowań wypłacanych w ciągu ostatniej dekady, tym razem zabezpieczyła się przed ewentualnymi procesami.
Z ulotki szczepionki w Wielkiej Brytanii możemy się też dowiedzieć, że nie sprawdzono jej interakcji z innymi lekami.